|

We wrześniu ubiegłego roku nauczyciele, tak jak obiecała im to Platforma Obywatelska z prezydentem Bronisławem Komorowskim na czele, otrzymali podwyżkę wynagrodzenia w wysokości 7%. Docelowo średni wzrost wynagrodzeń miał wynieść 30%, biorąc pod uwagę również obecny rok.
Niestety wielu nauczycieli może nie doczekać tegorocznych podwyżek, bowiem bardzo duża ich liczba może pożegnać się z pracą. Wszystkiemu winien niż demograficzny oraz zły stan finansowy wielu gmin, które to są odpowiedzialne za wypłatę tzw. dodatku uzupełniającego, który jest niejako wyrównaniem do średniej pensji. W przypadku podwyżek pensji, różnicę pomiędzy pensjami pokrywają również gminy. Z tego też powodu, tylko w 2009 samorządy na oświatę wydały 52 mld złotych, z budżetu natomiast dostały zaledwie 33,4mld zł. Sytuacja więc zmusza gminy do szukania oszczędności, których efektem będzie m.in. likwidacja ok. 700 szkół w całej Polsce oraz etatów nauczycieli.
Dotychczas samorządy nie wchodziły w konflikty ze związkami oświatowymi i w przypadku likwidacji szkół, nauczyciele mieli zagwarantowane zatrudnienie w innych placówkach. Gminy jednak nie mają już pieniędzy na utrzymywanie tzw. fikcyjnych etatów (obecnie uczniów jest aż o 1mln mniej niż np. przed 5 laty, a liczba nauczycieli w tym czasie powiększyła sie o kolejnych 13tyś) więc nauczyciele, zwłaszcza z mniejszych miejscowości muszą, powoli myśleć nad innym zajęciem.
Jedynym adekwatnym ratunkiem zarówno dla szkół jak i nauczycieli w nich pracujących jest przejecie placówek przez stowarzyszenia (np. stowarzyszenie rodziców).
Koszty utrzymania szkoły mogłyby spaść w takim wypadku nawet o 40% a to dlatego, że w szkole należącej do stowarzyszenia, nauczyciele zatrudniani są na podstawie kodeksu pracy, a nie Karty Nauczyciela.
Wówczas pensje nauczycieli nie są z góry ustalone, a negocjowane z pracodawcą, czyli przeważnie niższe niż te przy zatrudnieniu w oparciu o Kartę Nauczyciela. |